Wiersze
Piosenki
Dowcipy
Zagadki
Horoskop
Odzywki
Filmiki
MP3
Seks test
Czytanki
Frugo

Śmieszne wiersze i wierszyki Śmieszne wiersze i wierszyki

  • Śmieszne wierszyki: 174 | Segregacja:
  • Publikacja Publikacja: 05.01.14 16:00
  • Dziś Mikołaj jest nie w sosie

    Dziś Mikołaj jest nie w sosie,
    Elf wy[cenzura]ał mu gosposie!
    Renifery obrażone,
    bo ich tyłki też ruszone!
    A więc życzę Ci kolego,
    by Mikołaj Cię nie tego!
  • Oceniają zalogowani | Średnia ocena: 1.00

  • Publikacja Publikacja: 09.01.14 13:16 | Profil Dodał: Gigante
  • Ballada o Królowej Zuli

    W zamku Władysława - króla,
    Leży żona, piękna Zula,
    Wsparła głowę o poduszkę
    I branzluje się paluszkiem.
    Sarnie oko zaszło łzami,
    Pier faluje westchnieniami,
    Gdy użala się swej doli...
    Rok już nikt jej nie [cenzura]ił.
    Rzecz to zgoła niebywała
    Bo to [cenzura]a jest wspaniała,
    Z ostrym cycem, twardym brzuchem
    Osypanym włosów puchem.
    Uda jak korynckie słupy
    Podtrzymują krągłoć dupy,
    W której niby pyszczek rybki
    Drżą wilgotne wargi [cenzura]ki.
    Leży, marzy o rycerzach,
    [cenzura]ach tęgich niby wieżach,
    Melancholia ją rozbiera,
    Kiedy palcem w pidzie gmera.
    Cóż z figury, cóż z urody?
    Król małżonek już niemłody.
    Nawet gdy mu stanie kuka,
    To zwiotczała, to maluka.
    Nawet jak ją wreszcie włoży,
    To minutkę pochędoży.
    Przy tem pierdzi, przy tem sapie,
    Spuci się i zaraz chrapie.
    Po bożemu wychowany,
    Nic nowinek, żadnej zmiany.
    Język ma do mów na tronie,
    Nie żeby dogodzić żonie.
    Król Władysław chytry przy tem
    I zazdrosny o kobitę,
    Więc wród służby i dworaków
    Nie znajdujesz cnych jebaków.
    Pa o twarzy cherubina
    Rżnie przed lustrem kapucyna.
    Rycerz - ani spojrzeć raczy -
    Woli podogonie klaczy.
    Kanclerz i tłum dostojników
    Po krużgankach rżną kuchcików.
    Poledniejsze za dworaki
    Pokojówki ciągną w krzaki.
    Bo za sztos na janie paniej
    Groziłoby kastrowanie.
    Nawet jeli trafem jakiem
    Książę - sąsiad wraz z orszakiem
    Zawita pod zamku strzechy,
    Także nie ma z nich pociechy,
    Bo nim zjedzą, nim wypiją,
    Już godziny z wieży biją
    I małżonek ją odsyła,
    Aby spoczynku zażyła,
    Dodając jej jako witę
    Spowiednika Jezuitę.
    Ten spowiednik (dobry Boże)
    Był ostatnim, co we dworze
    Rypał ją solidnie, długo,
    Chociaż był kocioła sługą,
    Bo miał ci on pod habitem
    Wcale nieksiężowską pytę.
    Najdokładniej to widziała,
    Gdy mu grzechy wyznawała,
    Nie te, które się zdarzyły,
    Tylko te co jej się niły.
    On raz blady, raz czerwony,
    Słuchał grzechów wymylonych,
    Chował się za Biblii szaniec,
    Odmawiając wciąż różaniec,
    Więc mu kiedy rozkazała
    By jej wygnał diabła z ciała
    I zadał jej w pokutę
    Biczowanie twardym knutem.
    Zgodził się - bo zgodzić musiał.
    W konfesjonał się zesiusiał
    I powiódł ją do komnaty
    By jej dać pokutne baty.
    Ona z pobożną powagą
    Na łożnicy legła nago,
    Bacząc, co będzie z prawiczkiem,
    Jak zobaczy gołą piczkę?
    On, choć [cenzura] mu stanął ostro,
    Mówi do niej: "Droga siostro,
    Skoro naga, bez bielizny,
    Zaczynamy egzorcyzmy".
    Ona szybko wyjaniła,
    Że to nie na diabła siła,
    Bo otworów jest za wiele
    W tym niewiecim, grzesznym ciele.
    Trza je najpierw pozatykać,
    Potem z diabłem się borykać.
    On, że mu się nie zdarzyło
    Z Belzebubem zmagać siłą,
    Przyznał jej czem prędzej rację
    Poprosił o edukację.
    Gotów przy tem dla jej duszy
    Z Lucyferem kopie kruszyć.
    Zaraz więc mu przykazała,
    Co ma począć, jak ma działać.
    I w ten sposób się zaczęło,
    To ich pokutnicze dzieło.
    Mówi: "W dupę wsad mi palec
    By nie uciekł czort padalec,
    I ustami zamknij usta".
    Zrobił! Zbielał niby chusta.
    Lecz jak zatkać dziurę ową
    I wilgotną, i różową,
    Przez którą - rzecz oczywista -
    Wyleci i diabłów trzysta?
    A ona mu szepcze: "Bracie,
    Podnie habit, ciągnij gacie,
    Toć tam sterczy piękna pała,
    Którą ci natura dała.
    Wbijże ją, jak czopa w beczkę,
    Zamkniesz diabłom tym ucieczkę".
    Wbił, aż jej jęknęła dusza,
    Potem zaczął z lekka ruszać,
    Choć w klasztorze nie uczyli,
    Co trza robić w takiej chwili.
    To nie miechy z mężem Władkiem,
    Więc i ona rzuca zadkiem.
    Jęcząc, że nią diabeł miota.
    Sprawnie poszła im robota.
    I zanim się spostrzegł ktosik
    Odwalili pierwszy sztosik.
    Jemu ani miękła pyta,
    Lecz przeżegnał i zapytał,
    Czy dowiodą ją do raju
    Egzorcyzmy w tym rodzaju?
    Ona ciężko wyposzczona,
    Nie myli go pucić z łona,
    Więc pokornie się spowiada,
    Że nią czterech diabłów włada
    I choć jeden już bez siły,
    Inne będą się pastwiły.
    Mnich zrozumiał i od nowa
    Zaczął ją Egzorcyzmować.
    Z większą pasją, większą wprawą,
    Dobijając w lewo, prawo,
    Ona też z pobożnej chęci,
    Coraz ostrzej [cenzura]ą kręci
    I zanim się obejrzeli
    Cztery sztosy z głowy mieli.
    Rozumna była niewiasta
    Więc orzekła, że to basta.
    Nie zajeżdża się konika,
    Co tak chwacko w piczce bryka.
    Zwłaszcza, że w godowej sali
    Gocie piewać już przestali
    I małżonek ukochany
    Zaraz wróci ciężko schlany.
    W południe dnia następnego
    Rzekła do małżonka swego,
    Że pokutną wdziewa szatę,
    Chce osobną mieć komnatę,
    Bo dzi sen proroczy miała,
    Z którego wywnioskowała,
    Że musi dla wyższych racji
    Powięcić się kontemplacji,
    Umartwieniu i pokorze,
    Więc rzuca małżeńskie łoże.
    Król tą pobożnocią żony
    Bardzo był uszczęliwiony,
    Bo metresę miał wspaniałą,
    A [cenzura] na dwie - to za mało.
    Rozdzieliła więc komnaty,
    I sprawiła pokutne szaty.
    Po zamku, czy po ulicy,
    Wciąż chodziła w włosienicy.
    Ten i ów aż kręcił głową
    Tak jej było w niej twarzowo.
    I smucili się,, że pani
    Szorstką wełną ciało rani.
    Bo krawiec nie pisnął słowem,
    Że z podbiciem atłasowem.
    Odtąd w zamku Władysława,
    Życie biegło jak zabawa.
    Metresa się gziła z Władkiem
    Pięknej zuli boskim zadkiem
    Zabawiał się Jezuita.
    Nawet mu zmężniała pyta.
    Różne robił z nią figury
    By wygnać diabła spod skóry.
    Rżnął na raka, na stojaka,
    Z komody na dupę skakał.
    Drwiąc ze wszelkiej etykiety,
    Nauczyła go minety
    I sama się do niej brała,
    Kiedy pyta mu wiotczała.
    A on dałby za to szyję,
    Że to nie są breweryje,
    Lecz o duszy jej rozgrywka,
    Tak go omotała [cenzura]a.
    I pewnie by moi mili,
    Do staroci w grzechach żyli,
    Gdyby każdy patrzył swego,
    Nie wtrącał się do bliniego.
    Bo ich podpatrzyła dwórka,
    Przez ten witraż od podwórka.
    I choć sama złe nasienie,
    Poleciała z doniesieniem,
    Licząc, że ją król dobrodziej
    Za nowinę wynagrodzi.
    Albo jej napełni kiesę,
    Albo wemie za metresę.
    Poszła tedy i powiada:
    "Majestacie, hańba, zdrada,
    Twoją żonę Jezuita
    Rypię aż mu furczy pyta".
    Król Władysław zbladł jak chusta,
    Piana wyszła mu na usta,
    Apopleksja go dusiła,
    Lecz chęć zemsty zwyciężyła.
    Dwórkę na mierć [cenzura]ali,
    By nie plotkowała dalej.
    Jezuicie kazał duchem
    Uciąć [cenzura]a tuż pod brzuchem
    I zawzięty w swej przekorze
    Pozostawić go przy dworze.
    Niech choć łbem o cianę łupie,
    Nie dogodzi żadnej dupie.
    A za Zuli do alkowy
    Przyniósł flakon kryształowy
    I rozkazał, by spojrzała.
    Co zrobiwszy wnet zemdlała,
    Bo tam pływał w okowicie
    [cenzura] ucięty Jezuicie.
  • Oceniają zalogowani | Średnia ocena: 3.67
  • Mini panel użytkownika
  • Panel dostępny po zalogowaniu. Jeśli nie posiadasz jeszcze konta załóż je. Zobacz najlepszych.
    Zarejestrowało się już: 2079 osób
    Zobacz co zyskują zalogowani użytkownicy.
    Oglądających: 15
  • Co szczególnie warto zobaczyć?!
  • Gra Żulionerzy

    Gra Żulionerzy

    Niesamowita parodia znanego programu TV: Milionerzy. W Żulionerach podobnie jak w pierwowzorze masz do odgadnięcia 15 "wyjątkowo trudnych" pytań!
| Polityka prywatności | Katalog | Promocja stron | Kontakt |